Autor: megi
• Tuesday, August 31st, 2010

… nowe wyzwania :)

Czas pozbyć się wakacyjnego lenistwa i wziąć na poważnie za pracę z psami, które po powrocie z agilitowo-żeglarskich wypadów promienieją energią :)

A na poważnie – czas przypomnieć sobie co nieco z posłuszeństwa, ponieważ Demi np odkąd zdała PT, niewiele w tym kierunku robiła  – skupiałyśmy się raczej na bieganiu, skakaniu i zaliczaniu stref.

Na szczęście w piątek ruszają nasze stowarzyszeniowe szkolenia, a wiadomo, że nic tak nie motywuje do pracy jak grupa, która wspólnie pracuje. Mam więc nadzieję, że szybko nadrobimy wakacyjne lenistwo.

Batiar też postanowił rozpocząć przygotowania do pracy, w której, jak wiadomo, higiena jest niezwykle ważna. Dlatego zatrudnił specjalistę od psiej czystości i stylistyki…. co można zobaczyć na poniższym filmiku :)

Kategoria: Dziennik, Filmiki  | Skomentuj
Autor: megi
• Tuesday, August 24th, 2010

Dzięki uprzejmości Zuzy Bzdręgi mam kilka rewelacyjnych fot z obozu agilitowego :) :

Kategoria: Agility, Galeria  | Skomentuj
Autor: megi
• Sunday, August 22nd, 2010

W końcu się udało stworzyć filmik podsumowujący nigelowy obóz :)

Kategoria: Agility, Filmiki  | Skomentuj
Autor: megi
• Wednesday, August 11th, 2010

Czyli Demi w obiektywie Katki, której serdecznie dziękujemy za zdjęcia! Zachęcam do odwiedzenia strony autorki: www.animalmedia.pl.

Podczas sesji towarzyszył nam Twister - dzięki za miłe towarzystwo i wspólne pozowanie.

Kategoria: Galeria  | Skomentuj
Autor: megi
• Tuesday, August 10th, 2010

Długo się nie mogłam zebrać do tej notki. Także dlatego, że od razu po obozie wpadli do nas znajomi (z klikerowym main-coonem Lokim) i przez tydzień właściwie nie zbliżałam się do komputera.

Jeziorki po raz kolejny okazały się miejscem magicznym, energetycznym i wspaniałym. Atmosfera obozu, urok miejsca, pogoda.. wszystko to sprawiało, że miałam ochotę zostać tam na dłużej, zatopić się w tym miejscu. Zapomina się o codziennych stresach i trudnościach, po prostu magia. Obóz, tak jak i w ubiegłym roku, był cudny. Serdeczne dzięki dla organizatorów – Marysi i Olgi – oraz klubów Artefakt i Extreme Dog za tak wspaniałą organizację.

Tak jak w ubiegłym roku, i tym razem wróciłam pełna zapału do nadrabiania naszych agilitowych zaległości. Dostałam też od Nigela plan pracy do realizacji w domu, więc sporo konkretnej pracy przed nami. W tym roku biegałam głownie z Demi, ponieważ na torze w dalszym ciągu stanowi ona dla mnie wyzwanie, jeśli chodzi o sterowność. Całkiem inna bajka niż z beaglem. Ale, dzieki Nigelowi i obozowym treningom idzie nam o niebo lepiej, niż przed obozem. Teraz priorytetami do wypracowania są:

1. Strefy strefy strefy! Zatrzymywane. O zbieganych (jak już pisałam) zapominamy i wypieramy ich istnienie.

2. Powiązana ze strefami samokontrola zabawkowa – na widok ulubionej piłki nie koniecznie trzeba ruszać do szaleńczego biegu naprzód…

3.  Slalom. To co mamy, podobno mamy nie najgorzej, ale pozostało jeszcze zwężenie tunelu do postaci slalomy

4. Komendy na prawo- i lewo- skrętność

5. Więcej pracy z psem po prawej stronie/przy prawej ręce. Demi ma tendencje do ustawiania się po lewej (efekt ćwiczenia posłuszeństwa oraz  nagradzania psa(bezwiednie) za lewą stronę)

Jednym słowem, mamy do wypracowania WSZYSTKO :) Ale przynajmniej wiemy co i jak, więc zabieramy się do pracy. Szkoda, że treningi mamy 2x w tygodniu…

I – w ramach zapowiedzi – jedna poobozowa fotka autorstwa Marysi. Niebawem mam nadzieję wrzucić więcej, w tym piękną sesję zdjęciową Demi autorstwa Katki.

Kategoria: Agility  | Skomentuj
Autor: megi
• Tuesday, July 27th, 2010

Wyjeżdżamy dziś na obóz z Nigelem Steinessem :) Nie będzie nas przez tydzień – w tym czasie będziemy twardo trenować agility :) Mam nadzieję, że po powrocie będzie o czym opowiadać…

Kategoria: Dziennik  | Skomentuj
Autor: megi
• Monday, July 26th, 2010

ale tylko z prawej nogi :o

Ten pies nie przestaje mnie zaskakiwać. Na prawdę. Zdejmowanie skarpetek zajęło nam 3-4 sesje (z Batiarem jedną). Pod koniec czwartej sesji, niezmiernie dumna z siebie i psa, poprosiłam Demiaka, żeby zdjęła skarpetkę z mojej lewej nogi. Ta na prawej była już mocno obśliniona, nie miałam więc za bardzo ochoty zakładać jej ponownie. Tymczasem na lewej nodze skarpetka była sucha i całkiem przyjemna :) W tym momencie Demi zgłupiała.  Najpierw szczeknęła kilka razy demonstrując swoją frustrację. Potem przyniosła mi kocią myszkę, leżącą nieopodal na podłodze. Jak to nie pomogło, przyniosła jeszcze gumową kocią rybkę. Miotała się, nie bardzo wiedząc, czego mogę od niej chcieć.  W desperacji nawet wyciągnęła leżącą zamną mokrą skarpetkę z prawej nogi i niesłychanie dumna z siebie siedziała przede mną z tą skarpetką w pysku czekając na nagrodę :) Mimo to, w końcu się udało, i jak już udało się pierwszy raz, to portem poszło z górki :)

Niemniej, jak dla mnie wciąż niewielką zmianą jest to, czy siedzę z prawą nogą założoną na lewą, czy z lewą założoną na prawą. Ale jak widać różnica jest, i to znacząca. Myślę, że nie bez znaczenia jest tu także fakt, że poprzednie sesje także krążyły wokół nogi prawej.

Na tym przykładzie pięknie widać, jak w szkoleniu klikerowym nie można psu zmieniać za dużo kryteriów na raz…

Kategoria: Szkolenie  | Skomentuj
Autor: megi
• Sunday, July 25th, 2010

Byliśmy dziś w muzeum kolejnictwa :) W celach nie tylko krajoznawczych, ale niejako służbowo – psy stowarzyszeniowe ( w składzie Amor, Kea i Batiar) brały udział w organizowanym przez Muzeum Kolejnictwa weekendzie zatytułowanym “Pies, który jeździł koleją.

Pokazy rozpoczęliśmy od prezentacji umiejętności naszych psów, potem odbyło się kilka zabaw i konkursów dla dzieci. W sumie niezbyt długo, bo 30-40 min. Następnie wybraliśmy się na zwiedzanie muzeum w psio-dzieciowym składzie… i mam wrażenie, że Batiar był tą wycieczką zachwycony.  Jak tylko widział schodki prowadzące do wagonu/lokomotywy, natychmiast pierwszy pchał się na górę, żeby wszystko obejrzeć. W lokomotywie bez wahania wskoczył do pieca węglowego, a potem do składu na węgiel. Minę miał przy tym iście diabelskiego szczeniaka, który właśnie obmyślił najlepsze w swym szczenięcym życiu psoty – jak choćby kradzież kapci właściciela.  Entuzjazmem dorównywał mu chyba tylko Amorek, który generalnie zawsze jest super-pozytywnie naładowany i nie wyrósł jeszcze ze szczenięcych zachowań.

Po zwiedzaniu wróciliśmy na stoisko, gdzie jeszcze przez jakiś czas rozmawialiśmy z odwiedzającymi muzeum. Batiar nudził się jak mops i co i rusz oferował różne dziwne zachowania mające zwrócić moją uwagę. Wydaje się, że uznał, że jak to, jesteśmy w pracy, po raz pierwszy po długiej (wakacyjnej) przerwie, a zamiast pracować (z beaglem) ja śmiem marnować czas na jakieś rozmowy. Do repertuaru zachowań pod tytułem zwróć na mnie w końcu uwagę” w wykonaniu beagla należą: cofanie, dawania głosu(eufemizm określający “darcie mordy”…), warowanie (na szczęście!), przytulanie się głową do mojej nogi. Wszystkiemu temu towarzyszy pełen wyrzutu wzrok mojego psa, który próbuje natychmiast przywrócić moje zachowanie do porządku…

Na szczęście pogoda dopisała – po raz pierwszy od dłuuugiego czasu nie było upiornego upału sprawiającego że i psy, i ludzie mają ochotę położyć się w cieniu i ciężko dyszeć :)

Zapraszam do galerii na stronie Stowarzyszenia, gdzie można zobaczyć więcej zdjęć.

Autor: megi
• Saturday, July 24th, 2010

Kategoria: Beagle, Dziennik, Galeria  | Skomentuj
Autor: megi
• Friday, July 23rd, 2010

Przez te upały jakoś nie mogę się zebrać, żeby napisać coś konstruktywnego. Psy są, a jakby ich nie było – całe dnie spędzają zaszyte w łazience lub w korytarzu. W nocy Demi chodzi i sapie na nas, dopóki nie wyemigruje do łazienki pod wanne – mimo, że tam jest chłodniej, to mam wrażenie, że przeszkadza jej, że zostawia nas w nocy samych. Batiar za to upodobał sobie szafę na ubrania – mamy pod nią taki schowek, gdzie są torby podróżne. Jak się bardzo postarać, to beagla da się tam upchnąć. Nie wiem, czemu to jest idealne miejsce na upalne noce, ale widocznie takie jest, bo łaciaty sypia tam z niebywałą konsekwencją.
Gdzie byliśmy jak nas nie było? Większa część stada (ja, Andrzej i Demi) żeglowała po Mazurach. Batiar w tym czasie korzystał z uroków mieszkania w domku z ogródkiem (ciekawe, czy tęskni do tego tak jak ja?), i ponoć całkiem dobrze bawił się w towarzystwie dwóch goldenów, kota i Sary. Podobno nauczył goldeny kilku nowych cennych umiejętności (za co ich przewodniczki są i jemu, i mnie niezmiernie wdzięczne), takich jak: Jak ukraść ciekawe rzeczy z kosza na śmiecie a potem udawać, że to golden? Jak zjeść opakowanie ptasiego mleczka tak szybko, żeby ludzie zamiast rzucać się ratować czekoladę stali i podziwiali tempo znikania słodyczy? i jeszcze paru innych. Ale podobno ogólnie nieźle się bawił, spał w łóżku pod kołdrą i niebardzo przejął się tym, że nas nie ma. Jedzenie było, a to najważniejsze.
Demi tymczasem już po raz drugi żeglowała z nami po Mazurach. Jest to zdecydowanie “lepszy żaglowo” pies niż Batiar. Można ją puścić w porcie, i nigdzie sobie nie pójdzie, tylko położy się i poczeka na resztę załogi. Nie wejdzie na pokład jachtu obok, wykonać kilka sztuczek, bo w ten sposób da się zarobić na kiełbasę(opatentowane przez Batiara w 2008 roku). Nie pcha się do śpiworów załogi zaraz po kąpieli, jak to ma w zwyczaju Batiar. Na sugestię, że może by tak mokre psy schły w jakimś bardziej odpowiednim psim miejscu reagował spojrzeniem pełnym wyrzutu i próbą wkopania się w śpiwór głębiej, bo a nóż nie zauważą?
Także Demi zachowywała się wzorowo jak na żeglarskiego psa przystało. Raz tylko wyszło na jaw, ze jednak do szczura lądowego bliżej jej niż do wilka morskiego… WIało 3, w szkwałach pewnie podchodziło pod 4, wiec bujało nami nieźle… zwłaszcza, ze fale na jeziorach też się konkretne porobiły. Biedny Demiak dostał choroby morskiej, zmuszając mnie do sprzątania pod pokładem zawartości jej żołądka. Niewiele brakowało, a dla mnie też skończyłoby się to nienajlepiej. Ale poza ta jedną wpadką, radziła sobie na prawdę dobrze. I chyba dobrze się bawiła, bo w końcu mogła wypływać się za wszystkie czasy, pobiegać za piłką i patykami. Raz nawet spotkaliśmy aussika – Roja – w porcie w Giżycku – to sobie dzieciaki owczarkowo poszalały. Udało im się nawet dopaść beagla, ale ten jakoś nie chciał dać się namówić w zabawę “ty będziesz owcą, a my cię zagonimy”.

Tak Demi wyglądała przez większość czasu:

Unikała słońca w gorące dni:

Bawiła się piłeczkami:

Ogólnie była szczęśliwym owsikiem:

Kategoria: Dziennik  | Skomentuj